... Nie, to nie żart ;). Wiele początkujących włosomaniaczek popada w lekki popłoch, gdy przychodzi im określić swój typ włosów i zapada wyrok: wysokoporowate. Zwykle następuje to, gdy ich oczom ukażą się brutalne efekty olejowania kokosem. Posiadaczki takich włosów zmagają się z przesuszeniem, szybkim rozdwajaniem, strączkowaniem, falami/lokami, którymi przecież nie każdy przepada, szybko wypłukującym się kolorem i wieeeloma innymi problemami z którymi nie mają do czynienia szczęściary z czuprynami o niższej porowatości.
Zastanawiałam się, po co w ogóle zakładać włosowego bloga, skoro takowych w sieci jest już mnóstwo. Jednak jak wiemy, każda blogerka ma inny typ włosów i to, co sprawdzi się u niej, wcale nie znaczy, że sprawdzi się u mnie i na odwrót. Poza tym, kocham leczyć ludzkie kompleksy, dlatego przede wszystkim celem tego bloga jest przekonanie Ciebie, że wysokopory też mogą być fajne. Ja nie wyobrażam sobie mieć włosów innego typu, zaprzyjaźniłam się z nimi i chciałabym, żeby z Tobą, moja Droga Czytelniczko/Czytelniku też tak było.
Żeby nie było żadnych wątpliwości, zaznaczam, że moje włosy są: gęste, średniej grubości, przetłuszczające się, ale suche na końcach, nigdy nie farbowanie, falowane, koloru ciemnego/średniego blondu w zależności od pory roku, kochające się rozdwajać (roztrajać, rozczwarzać... rozdziewiętniać i rozdziesiętniać chwilami). Mają focha gdy przychodzi im się zmierzyć z proteinami, lubią nawilżacze i kochają oleje. Nigdy również nie były namiętnie prostowane/kręcone ani w żaden inny sposób namiętnie katowane wysoką temperaturą czy stylizatorami. Przypuszczam, że metody i kosmetyki sprawdzą się głównie u dziewczyn, które mają podobne włosy do mnie, jednakże przede wszystkim zależy mi na tym, abyście swoje włosy polubiły/polubili, ponieważ szerzeniem włosowej wiedzy zajmują się inne włosomaniaczki.
Pozdrawiam,
Victoire